Z zazdrości?

Zatrzasnął drzwi w łazience i odkręcił wodę. Oparł dłonie o umywalkę, spuszczając głowę. Zaciskał dłonie na kancie porcelany. Przez głowę przelatywało mu tysiące myśli. Chciał to wreszcie skończyć. Pudełko żyletek leżało na wprost niego, obok aspiryny i szczoteczek do zębów. Z drugiej jednak strony im mocniej zaciskał dłonie na umywalce, tym silniejsze miał poczucie, że zaraz się wszystko w nim ugotuje i zapadnie się do środka. Tak chwycić i wyrwać ze śrub, podejść do niego i rozpieprzyć mu tę głowę, starannie czyszczoną przez matkę codziennie rano umywalkę.

Usiadł na kancie wanny, kiedy zaczął się cały trząść. Uczucie gorąca zastąpiły dreszcze, zupełnie jakby z tropików przeniósł się na środek Syberii. Nie był w stanie pozbierać myśli. Im bardziej próbował się uspokoić, tym mocniej go trzęsło. Chciał chwycić ręcznik, by się nim owinąć, miał złudną nadzieję, że to coś pomoże, lecz kiedy się tylko ruszył żołądek, zaczął tańczyć mu lambadę. Mimo że od obiadu minęło kilka dobrych godzin, to znów poczuł wszystko w gardle. Nie wiedział, co było gorsze, ten przeszywający chłód czy wnętrzności, które próbowały wyleźć mu przez gardło.

Nie wiedział, ile spędził czasu na macie w łazience, ale gdy wyszedł, świtało. Ojca nie było, sprzętu wędkarskiego zagracającego pół przedpokoju też. Michał przemknął cicho korytarzem do swojego pokoju i wsunął się pod kołdrę, nasuwając ją niemal pod nos. Zdrzemnął się kilka godzin i w południe już biegł na kolejny wykład.

– Dobra, ja skoczę tylko podrzucić papiery do domu i będę wolny, a jak wy? – Rzucił Jacek, kierując się do wyjścia.

– My tam luz, nie mamy planów, nie wiem jak Ewka – zerkając w lusterko trzymane przez jedną ze studentek, odpowiedziała Anka.

– To weź, napisz do niej i niech weźmie Michała i Kubę. Ja lecę.

– Spoko, tylko na słupy telegraficzne uważaj.

– Tego tekstu używała chyba moja matka – zaśmiała się dziewczyna trzymająca lusterko Ance.

– Stare, ale jare. Zresztą retro jest teraz w modzie. Trzymaj to prosto, bo się nie uczeszę.

***

Chłopak po nocnych atrakcjach musiał przewietrzyć głowę, nie umiał długo wysiedzieć na uczelni. Nie miał zbytnio ochoty patrzeć na ludzi, a tym bardziej gadać z nimi. Wyciszył komórkę, narzucił kaptur i skierował się w stronę wiaduktu. Nigdy nie fascynowały go pociągi, ale to było jedyne z niewielu miejsc, gdzie ludzie niezbyt się kręcili. Rzucił plecak na deski i usiadł, spuszczając nogi. Od czasu do czasu obserwował przejeżdżający skład, zastanawiając się, jakby to było, gdyby zniknął. Czy ktoś by zauważył? Czy ktoś by tęsknił? Nawet gdyby udało mu się wszystko przyszykować to i tak potrzebowałby kasy na pierwsze miesiące. Zawsze była opcja sprzedaży swoich autorskich programów hakowych, ale kupcy nigdy nie budzili w nim zbytniego zaufania. Szczególnie kiedy przypadkiem widział, jak traktują upartych negocjatorów. Musiał zgryźć ten orzech i coś postanowić. Wystarczył jedno spotkanie i wymiana. Kusiło go coraz bardziej.

Po kilku godzinach wyciągnął telefon z kieszeni i zobaczył serię wiadomości od Ewy.

– Hej. Knajpa z ekipą, a potem pogadamy?

– No hej! Gdzie się podziewasz? Rusz ten zadek. Czekam na rogu pod knajpą, jak nie pokażesz się za 15 minut, to cię z domu wyciągnę siłą.

– Już jadę. Nie słyszałem telefonu – odpisał, schodząc po schodach wiaduktu.

Jacek zamówił drinki i przystawki. W końcu udało mu się dostać staż, na który polował ostatnie trzy miesiące. Choć i tak zapewne nie miałby z tym większych problemów, szczególnie gdy jego ojciec miał udziały w jednej z większych firm zajmujących się oprogramowaniami. Anka zawsze mu z tego powodu dogryzała, choć może i nie tylko, dlatego.

– Moje panie! No to dzisiaj świętujemy!

– Z tobą zawsze – zaśmiała się Julia.

– No tak, ja ci już nie wystarczam? – Rzuciła sarkastycznie Anka.

– Żeby życie miało smaczek… Oj starczy mnie dla was obu – Jacek rozdał drinki – A co z Ewą i chłopakami?

– O wilku mowa – Anka wskazała na wchodzącą dziewczynę – A gdzie ferajna?

– Michał już jedzie, a Kuba nie wiem. Jak się wyrobi, to wpadnie – odpowiedziała przeglądając telefon.

Niedługo po dziewczynie do knajpy wszedł wysoki, szczupły szatyn. Tęczówki jego oczu były tak soczyście zielone, niczym letnia trawa tuż po ustąpieniu wiosny. Szczęka mocno zarysowana z lekkim, dwudniowym zarostem. Nie miał może i modnych ciuchów, ale granatowa sportowa koszula idealnie leżała na jego ciele. Mimo że Michał nie przykładał dużej uwagi do swojego wyglądu, to sprawiało to zupełnie inne wrażenie.

– Cześć

– Zawsze musisz się spóźnić – Anka spojrzała na chłopaka znacząco, dopijając drinka.

– Korki były…

– Dobra, siadaj. Co pijesz? Ja stawiam.

– To co zwykle.

Jacek wrócił do baru, zamawiając kolejną kolejkę i kilka zakąsek dla grupy.

– A Kuby nie będzie? – Podpytywała Julia.

– Nie wiem, nie widziałem się z nim.

– Dobrze jakby zdążył, Jackowi zależy na tym wieczorze z tego, co mówił – rzucała słowa, bawiąc się pierścionkami na palcach. – Znaczy, wiesz, ogólnie, żebyśmy byli wszyscy paczką – poprawiła się, kiedy dostrzegła minę Michała.

– To już nie moja sprawa.

– Co tak szeptacie – Ewka zarzuciła chłopakowi rękę na kark.

– Nic takiego. Urwiemy się później. Muszę pogadać – wyszeptał w stronę dziewczyny.

– Pewnie. Stało się coś?

– I tak i nie. Zrobiłem coś, czego nie powinienem i muszę to z siebie wyrzucić.

– Nie mów nic, posiedzimy chwilę i się zmyjemy.

– Co tak szeptacie gołąbeczki – krzyknął Jacek, podchodząc do stolika.

– A co? Zazdrosny? – Skwitowała go Ewka.

Wszyscy siedzieli i wspólnie świętowali, nawet Michał wzniósł toast, co prawda z przyklejonym uśmiechem, ale mimo tego, co zaszło między nimi, zawsze życzył Jackowi wszystkiego, co najlepsze.  Po czterdziestu minutach chłopak zauważył Kubę za oknem baru. Szturchnął Ewę i niemal jednocześnie wstali.

– Ej a wy, co? Gdzie się wybieracie? Dzisiaj jest mój wieczór i zamierzam to z wami to oblewać – mówił już lekko plączącym się głosem Jacek.

– Słodziaku mamy sprawę. Załatwimy i góra za pół godziny wracamy. Obiecuję – chwyciła twarz chłopaka.

– Właśnie. O widzisz, Kuba nawet jest, to posiedzicie, a my zaraz wracamy – wskazał na wchodzącego właśnie przez drzwi młodego mężczyznę.

Ewa wymieniła szybki uścisk dłoni z przyjacielem Jacka. Michał minął go bez słowa. Nie była, to tylko kwestia zazdrości, ale ogólnie coś chłopaki w nim nie pasowało. Nie pasował do Jacka. Wszystko brał jak swoje, a kto mu się sprzeciwił, traktował jak ostatniego śmiecia. Może i to też zaważyło, kiedy Michał zauważył, że uwaga Jacka z niego przeniosła się diametralnie na Kubę. Ten z resztą podobnym uczuciem darzył Michała, odkąd zorientował się, że smoli cholewki do jego obiektu zainteresowań.

***

Michał i Ewa wyszli z knajpy, łapiąc od razu niemal taksówkę, co było nie lada wyczynem w sobotni wieczór w centrum miasta. Wybrali się na taras widokowy, z którego widać było panoramę niemal połowy miasta. Listopadowy wieczór był jeszcze dość ciepły w porównaniu do poprzednich dwóch lat. Mimo kilku samochodów i dzieciaków bawiących się przy muzyce udało im się znaleźć wolną ławkę pięćdziesiąt metrów od zgiełku. Dla obojga to był idealny punkt. Mieli zaledwie półtora kilometra do osiedla domków, na którym mieszkali, a i muzyka wydobywająca się z aut nie była już tak głośna.

Chłopak postanowił opowiedzieć o wczorajszej sytuacji z ojcem i swoich decyzjach, które w końcu musi podjąć.

– Wiem, że chodzi o Jacka, prawda? Widziałam, jak na niego wciąż patrzysz i jak cię to boli.

– O niego, mojego ojca, to wszystko, studia… Czasami już nie wiem, co zrobić – ukrył twarz w dłoniach.

– O Jacku zapomnij. Wiesz doskonale, że jest rozpuszczony i nie potrafił docenić tego, co miał. Zobaczysz, że jak ten cały Kubuś go kopnie w tyłek to na kolanach do ciebie wróci.

– Z jednej strony chciałbym z nim być, z drugiej chyba wolałbym już nic nie czuć. Czasami mam wrażenie, że ktoś wyrywa mi serce z klatki i zaciska jak pięść. I jeszcze ojciec… Wiesz, co wczoraj zaczął mówić? Na mojej kompani mieli miękkiego, to go nawrócili od razu.

– Oboje wiemy, że twój stary to psychol. W tym wojsku mu odbiło. Był tam niby porucznikiem to istny bóg. Tak!

– Ale on ma takie podejście, zawsze miał odkąd pamiętam. Kiedyś się zapytał, czy nie jestem homo?

– No i?

– No i nic. Jak się miałem przyznać? Już i tak mówi, że mama ma słabe nerwy po szpitalu i nie chce innych „kłopotów” w rodzinie.

– On jest „kłopot” a nie ty! Jak cię nie rozumie, to niech spada. Jesteś dorosły i to twoje życie i nic mu do tego.

– Chciałbym mieć tyle siły rzucić mu to w twarz. Po prostu to z siebie wyrzucić.

– Prędzej czy później i tak się dowie. Nawet jak cię wywali z domu, to przecież zawsze u mnie możesz kimać.

– Z kasą nie będę mieć już problemu, ale szkoda mi mamy. Wiem, że to na niej się odbije wszystko.

– Ale jak ma się odbić?

– No babcia jak żyła mówiła, że mama jak była młoda, miała pewną przypadłość, którą ciężko było wyleczyć i spędziła w szpitalu kilka lat. Od tamtej pory jest słabsza i ma problemy z nerwami, ale nie chcieli dokładnie powiedzieć nic więcej.

– No dobra. To twoja mama, ona cię zrozumie, a jak dasz rade, to zawsze możesz ją stamtąd zabrać, jeśli będziesz mieć taką opcję.

– W sumie… Mógłbym, ale to trzeba czasu. Musiałbym wszystko jakoś to poskładać.

– I masz jakiś początek. Jeśli z kasą nie będzie kłopotu, to pomogę ci to zorganizować. Moi rodzice już od dawna się domyślali i jakoś nie robią problemów, że się przyjaźnimy, a i widzisz, że tez normalnie cię traktują.

Chłopak wstał z ławki, przeciągając się. Czuł się nieco lżej. Kiedy dziewczyna wstała za nim, spojrzał na nią i na jego twarzy zarysował się lekki uśmiech. Przytulił Ewę do siebie i podziękował za to, że jest obok niego i może na nią liczyć. Spacerowali jeszcze pół godziny po tarasie i Michał wyjaśnił przyjaciółce, jak rozwiązał problem pieniędzy. Ta nie była zbytnio zachwycona szemranymi interesami chłopaka, ale nie miała jak na niego wpłynąć. Gdy zaczynało się już robić coraz bardziej chłodno, oboje skierowali się w stronę osiedla. Michał odprowadził dziewczynę pod same drzwi, upewniając się, że będzie bezpieczna i poszedł do siebie.

***

Mijały kolejne dni. Ewa po wieczornej rozmowie wyjechała nazajutrz o świcie na wolontariat do stadniny, gdzie musiała zebrać potrzebne punkty do zaliczenia praktyk. Wróciła dopiero w czwartek po południu. Wysłała kilka wiadomość do Michała, ale nie otrzymała ani jednej odpowiedzi. Jednak tym razem nie zmartwiło jej to tak bardzo. Im dłużej myślała o ich rozmowie, tym bardziej utwierdzała się, że przyjaciel wreszcie wziął się w garść i wyniósł od rodziców.

Sytuacja zmieniła się, kiedy studentka przywiozła zaświadczenie o wolontariacie do na uczelnie i dowiedziała się, że chłopak i tutaj nie dał znaku życia. Zawsze dbał, żeby nie robić sobie zaległości, a teraz nawet nie zadzwonił do dziekanatu. Próbowała się do niego dodzwonić, ale nie było sygnału. Sprawdziła plan zajęć i ćwiczenia mieli jeszcze studenci informatyki. Nie sądziła, żeby Jacek powiedział jej coś znaczącego, ale co jej szkodziło zapytać.

– Dzień dobry. Student Jacek Bryda jest proszony do dziekanatu – weszła do sali, próbując wyciągnąć chłopaka z sali.

– W jakiej to sprawie młoda damo? – Spojrzał na nią profesor, zsuwając okulary.

– Jestem z samorządu i brakuje u niego papieru z ostatnich dni praktyk. Trzeba to teraz wyjaśnić, bo dokumenty idą do wysyłki.

– Niech będzie, ale masz pięć minut – machnął ręką na chłopaka.

Wyszli oboje z sali na półpiętro.

– Co ty gadasz? Przecież, jako pierwszy wszystko złożyłem – wyśmiał ją.

– Nie odebrałbyś telefonu, a szukam Michała. Kontaktował się z tobą?

– No oczywiście… Urwaliście się w piątek i nie wróciliście.

– Mu… Musieliśmy coś załatwić. Ważne czy go widziałeś przez weekend albo na uczelni?

– No… Jakoś mi w oko nie wpadł. Może chory jest. Pisałaś do niego?

– Tak i dzwoniłam, ale nie odpowiada.

– A byłaś u niego w domu?

– Zaraz tam idę.

– No i po problemie. Pewnie jak zwykle ma te swoje doły. Zawsze chciał być w centrum uwagi.

– Świnia z ciebie!

– No, co?

– Idź się pieprz z tym swoim fagasem.

Dziewczyna poczerwieniała i z trudem próbowała opanować oddech. Schodząc na parter, rzuciła Jackowi ostatnie spojrzenie, które gdyby było nożem, poharatałoby mu trzewia. Zastanawiała się, co takiego widział w nim Michał, skoro ten miał go kompletnie gdzieś. Raz jeszcze wyciągnęła telefon, żeby zadzwonić, ale komórka Michała nie odpowiadała.

Zapięła płaszcz i udała się na postój taksówek. Mimo korków na osiedlu była zaledwie po dwudziestu minutach. Zapłaciła i wysiadła pomiędzy swoim domem a domem przyjaciela. Stała chwilę, zastanawiając się, co zrobić, jak zacząć rozmowę z jego rodzicami. Nie chciała go niechcący wydać ani narazić się na przesłuchanie przez starego weterana. Wzięła głęboki wdech i ruszył, zawsze miała opcję zasłonięcia się sprawami na uczelni.

Zapukała do drzwi, ale nikt nie dawał znaku życia. Stała chwilę, dzwoniąc dzwonkiem na zmianę z pukaniem. Stała tak kwadrans i gdy już miała odejść, drzwi się uchyliły.

– Tak? – Otworzyła matka chłopaka.

– Dzień dobry tu Ewa, mogłabym rozmawiać z Michałem?

– Michał był chory, ale już mu lepiej. Lepiej już mu, już lepiej wiesz – chwyciła dłonie dziewczyny – Lepiej mu jest, wiesz, już lepiej zaczęła powtarzać bez opamiętania.

Nagle Ewka poczuła mocne szarpnięcie za kaptur płaszcza, zachwiała się i lekko odwróciła, sprawdzając, co się dzieje. Tomasz, ojciec chłopaka odsunął ją od żony i zastąpił drogę, przepychając małżonkę do domu.

– Nie możesz jej przeszkadzać, jest chora – rzucił oschle.

– Przepraszam, nie wiedziałam. Szukam Michała. Nie mogę się do niego dodzwonić, a muszę zapytać o egzamin.

– Nie wiem, gdzie jest. Nie ma jego plecaka i telefonu. Odgrażał się wyprowadzką, to może to zrobił. Teraz nie mam na to głowy. Żona jest chora i muszę dać jej leki – zbył dziewczynę i zamknął jej drzwi przed nosem.

Ewa wiedziała, że nie będzie z nim łatwo. Szybko jednak odeszła na chodnik i skierowała się w stronę domu, nie oglądając się nawet czy za nią nie wygląda. Przeszedł ją dreszcz, kiedy pod rozpiętą kurtką w kieszeni koszuli zobaczyła telefon Michała. Owszem, mógłby to być telefon ojca, ale to samo etui razem z chłopakiem projektowali jeszcze dwa miesiące temu, więc znała doskonale każdy detal.

Wpadła do domu i od razu zaszyła się w swoim pokoju na piętrze, skąd miała niewielki widok na dom sąsiadów. Przez głowę zaczynało przebiegać jej milion myśli. Co jeśli Michał postawił się ojcu i ten go wywalił z domu, albo pobił? Jeśli zabrał mu te pieniądze, albo coś mu zrobił? Skąd miał jego telefon i kłamał? Czemu jego matka była w takim stanie? Czy coś widziała? Czy Michał próbował ją zabrać z tego domu, ale ojciec mu przeszkodził? Chodziła nerwowo od okna do drzwi i z powrotem zastanawiając się, gdzie jest chłopak. Zatrzymała się na chwilę przy oknie, spoglądając znów na dom z oddali i wrzasnęła z całych sił, kiedy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.

– Co się stało? Wpadłaś jak burza do domu – zapytała siostra dziewczyny z wyraźnym zaniepokojeniem na twarzy.

– Nie nic. Nie mogę się dodzwonić do Michała, a jego ojciec… – urwała, nie wiedząc, czy mieszać w to siostrę, która i tak była gadułą.

– Może jest na praktykach? Ty przecież dopiero, co wróciłaś i też nie mogłaś zbytnio gadać.

– Tak, pewnie tak – niepewnie powiedziała, nadal wyglądając przez okno .

– Spoko, to chodź. Mama zrobiła zapiekankę – wołała do siostry, schodząc po schodach.

– Zaraz zejdę.

W środku nocy Ewę obudził głośny sygnał karetki i migające światła. Dziewczyna od razu podbiegła do okna i nie pomyliła się. Ambulans stał pod domem chłopaka. Zbiegła po schodach, zarzuciła płaszcz i wyszła na podwórko. Od razu usłyszała piskliwy krzyk. Nie była pewna czyj, więc stanęła na kawałkach porąbanego drewna koło ogrodzenia. Na noszach była przypięta Zofia, matka Michała. Nie mogli jej uspokoić, a i szamotała się jak szalona na noszach. Jeden z sanitariuszy mocniej docisnął pasy. Jak na wątłą pięćdziesięciolatkę miała tyle siły, co rosły mężczyzna. Dziewczyna obserwowałam dłuższą chwilę całe zajście, mając nadzieję, że gdy jej mąż pojedzie z nią do szpitala, to będzie mogła pokręcić się wokół domu i sprawdzić, czy Michała nie ma w domu.

Obserwując całe zajście, zaczęła się niecierpliwić i marznąć, w końcu stała tylko w japonkach w środku nocy przy minusowej temperaturze. Ambulans jednak stał dalej, krzyki stopniowo cichły, ale nie motywowało to załogi karetki do odjazdu. Kilka minut później podjechał kolejny samochód z czymś, co przypominało ambulans, ale było inaczej oznakowane. Czterech mężczyzn weszło do środka. Po chwili zjawił się radiowóz.  Do domu, wniesiono nosze, a po chwili ojciec chłopaka skuty w kajdanki został wyprowadzony. Niedługo potem dwóch kolejnych mężczyzn w drzwiach pojawiło się z noszami z czarnym plastikowym workiem zapięty w pasy. Ewa nie zastanawiała się, szarpnęła za furtkę, czym obudziła rodziców i pobiegła w stronę domu Michała.

– Michał! Michał! – Wrzeszczała ile sił w płucach, biegnąc po chodniku i gubiąc buty po drodze – Micha… – Kiedy minęła ogrodzenie, chwycił ją w pasie jeden z policjantów, żeby zatrzymać.

– Stój! – Próbował ją przekrzyczeć – Nie możesz wejść.

Ojciec chłopaka siedząc w radiowozie, obserwował wszystko zza szyby. Podobnie reszta osób zebranych na miejscu. Niedługo za dziewczyną przybiegł jej ojciec, chcąc sprawdzić, co się stało. Ewa jednak nie chciała się uspokoić. W końcu jeden z mężczyzn podpisał coś z ekipą ambulansu i podszedł do dziewczyny.

– Znasz tę rodzinę? – Zapytał wyjmując mały czarny notes.

– To Rybiccy, pani Zosia i ten jej mąż… i Michał, Michał Rybicki. Czy on… Czy on tam leży? – Jej głos drżał.

– Na razie będziemy wszystko wyjaśniać – zapisał, co powiedziała dziewczyna – A pan to, kto?

– Jestem ojcem Ewy, Henryk Podlaski.

– Proszę przywieźć córkę jutro rano na komendę, musi złożyć zeznania.

***

 – Weź mi młody, kawy nalej, na izbie mają taką lurę, że śmierdzi jak szczyny niemytego lumpa.

– O widzisz. Gdzie te papiery z prokuratury z topielca?

– Położyłem na półce nad biurkiem. Bez cukru i mleka.

– W porządku. To wyślij je dzisiaj i niech to zejdzie z tapety. Dobra to, co tu mamy? –  Chwycił kubek gorącego napoju, czytając kolejne dokumenty.

– W nocy go przywieźli. Zaraz ma przyjechać Elżbieta, to pewnie coś powie.

Patolog włączył lampę nad stołem sekcyjnym, na którym leżało ciało młodego chłopaka. Przykryte prześcieradłem o kolorze wyblakłej zieleni podobnej, jakiej miały płytki na ścianie kostnicy. Asystent odchylił dolna część materiału, by potwierdzić numer sprawy, jaką mieli zapisaną w kartotece.

– Dobra weź się, zajmij zdjęciami i zaczniemy powoli. Nie wiadomo, o której tamta się zjawi. Przypomnij mi, jaką podali przybliżoną przyczynę?

– Samobójstwo przez powieszenie – zerkną na pierwszą stronę asystent.

– Bruzda na szyi jest, ale sam widzisz… O tutaj…

– Ma pan rację – zbliżył się do miejsca, na które wskazał patolog – ktoś go skrępował przed powieszeniem.

Minęło jeszcze kilkadziesiąt minut, zanim pojawiła się Elżbieta. W tym czasie pierwsze zdjęcia i opisy pojawiły się już na tablicy dotyczące zewnętrznego stanu zwłok.

***

Ewa zjawiła się na komendzie przed dziewiątą. Zgłosiła się w punkcie informacyjnym i jeden z policjantów zaprowadził ją do śledczego prowadzącego sprawę. Zanim usiadła, jej dane zostały wpisane do akt.

– Weź sobie krzesło. Musisz mi powiedzieć wszystko, co wiedziałaś na temat rodziny Rybickich i czy ten chłopak miał powód do samobójstwa?

–  Co?! Jakiego samobójstwa?! O czym pan gada? To jego ojciec, ten psychopata!

– Uspokój się. Rybicki jest przesłuchiwany, ale jeśli nie powiesz wszystkiego, co wiesz, nie będę miał możliwości wyjaśnienia tej sytuacji. Od początku, od kiedy się znaliście i jakim chłopakiem był.

– Michał, on jest… Był zawsze wrażliwy, ale miał poukładane w głowie. Poznaliśmy się, gdy zamieszkaliśmy na osiedlu domków na obrzeżach Częstochowy. Mama mówiła, że wcześniej znała mamę Michała, ale mówiła skąd. Razem chodziliśmy do szkoły i gimnazjum przy niedaleko parafii. Jego mama chyba nigdy nie pracowała, a ojciec był wojskowym. Chyba jak byliśmy jakoś w połowie gimnazjum, przeszedł na emeryturę. Michał niewiele o nim mówił, ale nie mieli dobrych relacji. W sumie to nie wiem, czy się go nawet nie bał. On był delikatnym chłopakiem, a ojciec miał fioła na punkcie musztry itd.

– Twierdzisz, że ojciec mógł mieć wpływ na to wszystko?

– Wpływ? To on skrzywdził Michała! – Popłynęły jej łzy po policzkach.

Dziewczyna składała zeznania jeszcze kolejną godzinę. Gdy wychodziła, spiesząc się na uczelnię, policjant zapewnił ją, że jeszcze wrócą do rozmowy. Ewa wzięła jego wizytówkę i udała się do wyjścia. Głowa bolała ją do tego stopnia, że czuła niemal ogłuszający krzyk wewnątrz czaszki. Wsiadła do pierwszej stojącej taksówki i podjechała na uczelnię. Poprosiła koleżankę z grupy, żeby przesłała jej notatki z wykładów, bo nie czuje się najlepiej. Wszak sama wyglądała jak świeże zwłoki.

Wróciła do pustego domu i położyła się. Dziwnie czuła się, wiedząc, że Michał nie żyje. Wzbierała w niej wściekłość na samą myśl o ojcu chłopaka, ale do głowy znów wróciła jej sytuacja z matką przyjaciela. Była wtedy dziwna, mówiła o Michale, ale nieskładnie, jakby coś było z nią nie tak. Ale z drugiej strony ten telefon w kieszeni ojca. Co miałby tam robić? Czemu chłopak zostawiłby własną komórkę?

Ewa rozmyślała. I jeszcze ta sytuacja z tą większą gotówką. Od rodziców na pewno nie dostał. Nie wiedziała o żadnej jego jakiejś super płatnej robocie. Jedyne, co wspomniał kiedyś o czymś nie do końca legalnym, ale dającym zastrzyk kasy. Im dłużej leżała i analizowała, tym więcej niewiadomych zaczynało się pojawiać. Tym więcej podejrzanych. A może on po prostu rzeczywiście nie wytrzymał ciśnienia i zrobił to? Odebrał sobie życie, bo ile mógł znosić te upokorzenia?! Ewa nie wiedziała już sama co o tym myśleć.

Dodaj komentarz