Próbowała wymyślić coś, co porwie tłumy. Jakiś hit, który dałby jej nie wróbla a upragnionego gołębia w garści. Miała tyle pomysłów, że nie potrafiła ich poskładać w logiczną całość. Siedząc przy biurku i od czasu zawieszając myśli na białej ścianie przed sobą, błądziła po zakamarkach umysłów prawdopodobnych czytelników. Chciała pisać powieści, poczytne opowiadania i coś ze smakiem.
Zafiksowana na tym punkcie w końcu zgodziła się na wyjazd na weekend w góry z dwiema koleżankami. Miał to być babski wyjazd dla odreagowania. Agnieszka z Olą czekały na parkingu pod blokiem Ewy kilka minut po piętnastej. Droga miała zająć jakieś trzy godziny, więc pod wieczór miały być na miejscu.
– Myślisz, że to się uda? – Zapytała Agnieszka, popijając kawę z kubka termicznego.
– Oby, bo inaczej do reszty jej odbije.
– No cześć – rzuciła Ewka wsiadając do samochodu.
Droga była zaśnieżona i pełna zakrętów. Na miejsce dziewczyny dojechały przed dwudziestą. Domek czekał już przygotowany. Wynajęły chatkę najbardziej wysuniętą na południe z całego osiedla. Rozpalony kominek przyjemnie ogrzewał główny pokój. Olka wniosła swoją torbę i kilka butelek wina. Uznała, że alkohol dobrze jej zrobi na stresy ostatniego tygodnia szczególnie po przeniesieniu do innego działu. Cudem było, że szef nie zwolnił jej po kopnięciu w krocze. Agnieszka też potrzebowała relaksu, a taki weekend wydawał się idealny.
Ewka rozpakowała się. Czuła się nieswojo, zostawiając w domu laptopa. Musiał jej wystarczyć jedynie notatnik i pióro, jeśli chciała cokolwiek wypocić. Wybawił ją z sypialni śmiech Olki, która zdążyła wypić pół butelki w czasie, kiedy dziewczyny się rozpakowywały. Agnieszka wyciągnęła przekąski, które kupiły po drodze. Dziewczyny polewały alkohol butelka za butelką. Najbardziej wstawiona była Olka, ale mimo to energia ja roznosiła. Włączyła muzykę i zaczęła tańczyć. Ewka chwyciła za drugą butelkę, pijąc duszkiem. Kiedy skończyła podeszła do kominka. Kucnęła z pogrzebaczem w dłoni i zaczęła przesuwać pniaczki, obserwując taniec iskier. Alkohol w końcu uderzył jej do głowy, kiedy chciała się podnieść. Zatoczyła się i potknęła. Jedyne, co uratowało ją przed lądowaniem na podłodze wyłożonej kamieniem to sterta drewna ułożona obok toporka stojącego przy kominku.
Impreza trwała w najlepsze, kiedy rozległo się stukanie. Był środek nocy, a dziewczyny nie planowały dodatkowych gości. Agnieszka wyłączyła muzykę i spojrzała na Ewę a ta na Olkę. Chwilę patrzyły na siebie bez słowa. W końcu Agnieszka podeszła do drzwi. Kiedy wyciągnęła rękę, by chwycić za klamkę, pukanie zamieniło się w ogłuszające trzaśnięcie.
– Do sypialni – Olka zaczęła ciągnąć Ewkę.
Agnieszka znieruchomiała. Nie wiedziała, co zrobić. Nie miała jak sprawdzić, kto stoi pod drzwiami. Nerwowo przełknęła ślinę. Przy drugim, o wiele głośniejszym uderzeniu w drzwi cofnęła się. Cofnęła rękę w tył, szukając dziewczyn. Olka chwyciła jej dłoń i wciągnęła do pokoju. Tyle, co zdążyły przekręcić zamek w drzwiach sypialni Ewy, usłyszały uderzenie i hałas trzaskanego szkła. Sypialnie były komfortowe i niezwykle przytulne, właściciel domków jednak zabezpieczając je przed włamaniami, wstawił niezwykle ozdobne kraty w oknach, które mogli otworzyć jedynie pracownicy recepcji. Telefony zostały w głównym pokoju, w którym teraz przetaczał się trzask i łomot niczym na złomowisku podczas prasowania auta. Ewka skuliła się za łóżkiem i sięgnęła po fiolkę do kieszeni spodni. Wzięła pastylkę i usiadła obok szafki nocnej. Olka z Agnieszką stały przy drzwiach nasłuchując. Postanowiły, że zostaną w pokoju i spróbują się wymknąć, jak tylko zapanuje cisza. Ewie stało się wszystko obojętne, po tym jak Xanax zmieszał się z winem.
***
– Ile dostała mannitolu? – Zapytał lekarz sięgając po kartę.
– 100 ml dożylnie i Relanium, ale to przy przyjęciu – odpowiedziała pielęgniarka, zaglądając w swoje zapiski.
– Co je… Moja głowa – Ewa ledwo mogła otworzyć oczy oślepiona lampą nad łóżkiem.
Chciała chwycić się odruchowo za głowę, ale poczuła opór. Spojrzała niżej i zobaczyła na swoim nadgarstku kajdanki. Poruszyła drugą ręką i usłyszała ten sam metaliczny dźwięk.
– Co jest? Gdzie jestem? – Spojrzała na lekarza.
– Jesteś w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym. Byłaś nieprzytomna przed dwa dni u nas i pod wpływem silnych środków, kiedy cię znaleziono. Musieliśmy w miarę możliwości wypłukać toksyny.
– Jakie toksyny? Przecież wyjazd… – Próbowała przypomnieć sobie, co działo się tego wieczoru w domku.
– Rycyna z domieszką strychniny. Dziwię się w ogóle, że żyjesz. Odpocznij teraz. Będziesz mieć kilku gości, ale to za chwilę.
Ewa odwróciła głowę w stronę okna, ale rolety były opuszczone. Rozglądała się po pokoju, próbując dojść do siebie. Czuła jakby całe jej ciało opuściła wszelka energia. Miała wrażenie, że nie ma nawet siły podnieść się, żeby usiąść. Nie docierało do niej, że przez kajdanki nie miałaby nawet takiej możliwości.
***
– No wstajemy – obudził ją głos mężczyzny stukającego o metalową poręcz łóżka.
– Nie… nie śpię – wyrwała się z lekkiej drzemki.
– Ewa Truch? – Zapytał, wyciągając coś na kształt portfela z kieszeni marynarki.
– Tak. O co chodzi?
– Detektyw Bogudzki – wylegitymował się – Widziano panią z Agnieszką Mal i Aleksandrą Lipską w miejscowości Mielesko dwunastego grudnia, zgadza się?
– Tak, pojechałyśmy na weekend w góry odpocząć. Czemu mam kajdanki na rękach? – Spojrzała najpierw na policjantkę stojącą za mężczyzną, a później na niego.
– Do tego dojdziemy. Gdzie są pani koleżanki?
– Nie wiem. Byłyśmy w domku. Teraz… Myślałam, że przyjechały do mnie.
– Zapytam inaczej. Gdzie ukryła pani ciała?
– Co? Jakie ciała?
– Obie kobiety nie wróciły do domów, nie pojawiły się w pracy, a na miejscu zdarzenia zabezpieczyliśmy ślady walki i narzędzie zbrodni z pani odciskami.
– Ja… Ja nie zabiłam! Ja ich nie zabiłam! – Zaczęła się miotać na łóżku.
– Czy to była zemsta za próbę otrucia, czy po wszystkim próbowała pani skończyć ze sobą?
Przed oczami Ewki zaczęło przebiegać kilkadziesiąt scen z ostatniego tygodnia, nie była jednak w stanie uszeregować ich w kolejności. Łzy zaczęły napływać jej do oczu. Im dłużej to trwało, tym bardziej czuła się osaczona. Mężczyzna stał nad nią i dopytywał, ta przykuta nie mogła się ruszyć, schować czy po prostu uciec przed jego osądzającym wzrokiem. Nerwowo szukała dzwonka do pokoju pielęgniarek. W tym samym momencie do pokoju wszedł lekarz, przerywając przesłuchanie.
– Muszą panowie wyjść.
– Jeszcze nie skończyliśmy – policjant zastawił lekarzowi drogę do Ewy.
– Narażacie pacjentkę na szok, jeśli tak będzie dalej, to nic wam nie powie w końcu. Kiedy się uspokoi, zadzwonię i wznowicie przesłuchanie.
– Niedługo się spotkamy pani Ewo. Do tego czasu proszę się zastanowić, gdzie zostawiła pani ciała koleżanek.
– Do widzenia powiedziałem – stanowczo zwrócił się do nich lekarz.
Kiedy mężczyzna wyszedł z sali lekarz, przymknął drzwi, za którymi została policjantka. Ewa powoli zaczęła się uspokajać, jednak nie wierzyła w to, co usłyszała. Jeszcze chwilę temu była z koleżankami, a teraz była oskarżana o ich morderstwo.
– Musi się pani uspokoić. Mogą występować zaniki pamięci ze względu na zatrucie toksynami, choć większość udało się wypłukać. Nie mniej zanim panią przywieziono część wpłynęła na ośrodkowy układ nerwowy. Teraz proszę odpocząć. Każdy wyrzut adrenaliny pani szkodzi. Podam coś na uspokojenie – sięgnął do szuflady z lekami – Po tym powinna pani poczuć się lepiej.
Po chwili dziewczyna poczuła, jak jej powieki stają się ciężkie, w końcu zasnęła.
***
– Macie coś więcej? – Zapytał detektyw wysiadając z samochodu.
– Ślady krwi pasują do obu kobiet. Z taką ilością, jaką tutaj straciły, daleko by nie zaszły.
– Znaleźli coś w lesie?
– Na obrzeżu tylko jedno złamane drzewo i krzaki, ale to niedźwiedź. Znaleźli sierść. Kobiet ani śladu.
– Szukać dalej. Ona musiała gdzieś ukryć ciała. Sama jedna nie dałaby rady daleko ich zaciągnąć. Przeczeszcie następne 5 kilometrów i zobaczymy, co dalej.
***
Ewa po kilku godzinach przebudziła się. Był środek nocy, a ona wciąż przykuta była do łóżka. Rozejrzała się do sali i zauważyła, że roleta w oknie jest podniesiona. Mogła zauważyć światła miasta w oddali. Leżała tak przez kilkanaście minut gapiąc się w sufit. Im wyraźniej widziała cienie na suficie powstające ze świateł samochodów przejeżdżających obok szpitala, tym bardziej rysował jej się obraz wieczoru z koleżankami. Trzaśnięcie drzwi na korytarzu przywołało wspomnienie trzaśnięcia w drzwi wejściowe w ich domku. Nagle dziewczyna zaczęła wrzeszczeć, budząc dyżurną pielęgniarkę i lekarza. Do pomocy przybiegł pielęgniarz z drugiego piętra. Ewka dostała zastrzyk relanium, ale nie zadziałał. Wrzeszczała i szarpała się na łóżku niczym opętana. Pielęgniarz musiał niemal położyć się całym ciężarem na jej nogach, żeby przypiąć pasy. Pielęgniarka włączyła alarm nad jej łóżkiem i po chwili zjawiła się dodatkowa pomoc. Mimo podania końskich dawek leków Ewka krzyczała ile sił w płucach. W końcu po podaniu silnego psychotropu urwał jej się film.
– Zabieramy ją na górę, zleć cały panel i powtórz badania z przyjęcia – lekarz zwrócił się do pielęgniarki, idąc obok łóżka, które pchał pielęgniarz w stronę windy.
***
– Długo mam jeszcze czekać? – Zapytał detektyw sekretarki medycznej – Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
– Lekarz zaraz przyjdzie. Już go wezwałam. O właśnie…
– Dzień dobry zapraszam do gabinetu.
– Zajmę tylko chwilę. Jak ona się czuje? – Zapytał, wchodząc do środka.
– Kawy?
– Nie, dziękuje.
– Nadal nie ma z nią kontaktu. Faza szoku trwała kilka dni. Teraz przeszła w stan osłupienia katatonicznego. Trudno powiedzieć, kiedy coś się zmieni. Udało wam się coś ustalić?
– Nie powinienem, ale… Nie dziwię się, że jest w takim stanie. Znaleźliśmy te dwie kobiety w lesie. Ciała były rozczłonkowane przez niedźwiedzia. Jej nie ruszył, bo pewnie wyczuł strychninę. Jedna z nich ciała otruć siebie i koleżanki. Znaleźliśmy list pożegnalny w mieszkaniu i strychninę w żołądku niedźwiedzia razem z kawałkami mięsa obu kobiet. Proszę jej przekazać, że sprawa jest zamknięta, a ona oczyszczona z zarzutów.
– Dobrze, choć rokowania są słabe ze względu na uszkodzenie układu nerwowego właśnie przez strychninę. Nie wiadomo czy kiedykolwiek dojdzie do siebie.


Dodaj komentarz