Walka o władzę

Kaleo, jak zwykł nazywać ją brat, przechadzała się po balkonie, zastanawiając się nad propozycją Ateny. W ostatnich latach zyskała w oczach Ra, jednak nie potrafiła wyzbyć się swojego pochodzenia i miłości do Wyższych, którą zakorzeniła jej mamka. Odkąd była małą dziewczynką, marzyła, aby stać u boku nieskazitelnej Ateny i czuć opiekuńczą rękę Zeusa nad sobą. Teraz zastanawiała się, czy podejmuje dobrą decyzję, zgadzając się na ofertę bogini. Mogła wrócić do łask Greków i zasiadać na Olimpie, ale też stracić szanse na władanie Egiptem. Chłodny wiatr rozwiał jej kruczoczarne włosy gdy uniosła twarz, spoglądając w gwiazdy. Próbowała w gwiazdach odnaleźć odpowiedzi, jak czasami udawało się to jej bratu, Kaleo jednak nie władała tak dobrze alfabetem gwiezdnym. Musiała sama, zatem podjąć tę decyzję i to ryzyko. 

Bogini po wieczornej rozmowie wróciła na Olimp. Nie mogła pozwolić, by zwykła śmiertelniczka zdobyła tajemną wiedzę boga mórz, a tym bardziej, by miała dostęp do trójzębu. Posejdon był wprawdzie wujem Ateny, jednak miał słabość do śmiertelniczek, a te wiedziały, jak to wykorzystać, by przerwać susze, które nawiedzały południe Grecji. Atena wiedziała, że susze bywają ciężkie dla ich poddanych, ale tylko Ra mógł je powstrzymać. Posejdon i jego trójząb byli rozwiązaniem chwilowym, jednak każdy, kto posiadł trójząb, mógł wejść na Olimp, a to mogłoby zagrozić wszystkim. Po tym jak Atena przyłapała wuja kolejny raz z młodą dziewczyną o bujnych lokach, postanowiła raz na zawsze ukrócić ich schadzki i plany dziewczyny. Nie była to zazdrość o mężczyznę, bynajmniej. Najważniejsze dla bogini było strzeżenie siły Olimpu, trzymając śmiertelników w bezpiecznej odległości. Wiedziała jednak, że młoda dziewczyna zbyt pewnie chwytała atrybut Posejdona, co stanowiło pierwszy krok wtajemniczenia. Musiała to zakończyć w taki sposób, by kolejne niewiasty wiedziały, że igranie z bogami kończy się czymś gorszym niż śmierć. 

Udała się w stronę wuja, nie dając po sobie poznać, co planuje. Czasami siadywali na skraju Olimpu i snuli plany na kolejne stulecia. Te czasy Atena wspominała zawsze z ciepłem w sercu, jednak z biegiem czasu i zaniedbywaniem modłów do boga mórz, Posejdon sposępniał i przestawało mu zależeć na poddanych czy ich losach. Coraz bardziej zatracał się w miłości własnej i seksualności, jaką mogły dać mu zwykłe niewiasty. Coraz częściej wymykał się z domu bogów, by zasmakować uroków uwielbienia kobiet, które widziały w nim muskularnego mężczyznę. Córka Zeusa widząc, że wuj wrócił na taras, z którego rozchodził się widok na całą Grecję, udała się w jego stronę. 

– Znów nie byłeś na wieczerzy – bogini rzuciła, stając za plecami boga.

– A tak. Atlantyda znów wzburzyła oceany.

– Nie musisz być na każde jej skinienie. Nie należy do naszego rodu.

– Niby nie, ale nudzę się tutaj.

– Wiem doskonale.

– Nie rzucaj mi takich spojrzeń. Sama uciekałaś się do Grecji, jak Zeusa nie było. Mam Ci przypomnieć, z kim wtedy się widywałaś?

– To było dawno, a poza tym nie chciałam rozmawiać tutaj o mnie wuju.

– A niby o mnie? Nie ma, o czym.

– Jednak myślę, że jest. Wiesz, że stąpasz po cienkim lodzie, zadając się ze śmiertelniczkami, szczególnie teraz. 

– Wielkie mi, co. Nic nie poradzę, że lecą do mnie jak pszczoły do miodu. W końcu jestem w niezłej formie. 

– Nie o twoją formę tutaj sprawa się rozgrywa, tylko o trójząb.

– A co z nim nie tak? 

– Nie zauważyłeś, że ta dziewczyna zbyt odważnie próbuje po niego sięgać?

– Przecież to nic takiego. Ona nawet nie wie, co to jest.

– Nie wydaje mi się. Jest okres suszy, a twoja broń może zostać skierowana przeciwko nam.

– Co ty wygadujesz. Kto niby się odważy podnieść rękę na bogów? Ci malutcy? Żartujesz chyba?!

Atena zamilkła, wiedząc, że nie przegada zapatrzonego w siebie wuja. Musiała jednak zrobić coś z tą całą sytuacją. Wiedziała, że nie powinna zwracać się do półbogini, jednak nie miała innego wyjścia. Nie chciała, by jakiekolwiek podejrzenie za taki uczynek padło na nią. Pozostało jej odnaleźć na Ziemi śmiertelniczkę i rozprawić się z nią. Nie martwiła się o Kaleo, bo i tak wiedziała, że mimo jej wahań i rozterek moralnych i tak zgodzi się na jej propozycję. 

***

Mijały dni, a Kleopatry wciąż nie opuszczały niepewności. Oferta bogini była bardzo kusząca, jednak pozbycie się swojej dalekiej krewnej było czymś, przez co Kaleo nie umiała przebrnąć. Doskonale rozumiała motywy kuzynki. Sama cierpiała w Egipcie do czasu, aż wykorzystała szansę kontaktu z Re i Izydą. Nie mogła zaprzepaścić szansy danej jej przez Atenę, ale i morderstwo nie było dobrym rozwiązaniem. Nad ranem jednej z chłodniejszych nocy wstała przed służkami i zasiadła, aby napisać do Med: „Pojmuję Twoje uczucia siostro, rozumiem także hart ducha i charakteru. Wiedz jednak, że nie masz sprzymierzeńców wokół siebie. Czarne chmury zaczynają się kłębić nad Twą głową. Musisz spodziewać się grzmotu błyskawic i gniewu zlęknionych. Nie ufaj nikomu, nawet swemu ukochanemu. Ta miłość przyniesie Ci tylko śmierć”.

Nie zajęło jej to wiele czasu, a i nie chciała, aby ktokolwiek widział, że posyła białego kruka za morze. Meduza zrozumiała, że jest w niebezpieczeństwie.

Kleopatra jednak z biegiem czasu coraz bardziej zastanawiała się, czy to rzeczywiście miłość, czy po prostu wyrachowanie. Pojmowała, co przeżywa Med, ale coś było mimo wszystko nie tak. Rozkazała przynieść spis wszelkich świątyń greckich, jakie tylko uda się zdobyć przez jej służkę, która półkrwi tez była greczynką. Chciała porozmawiać z Posejdonem i upewnić się, że podejmuje odpowiednią decyzję. W końcu bóg był bratem Zeusa i wydawał jej się ważniejszy niż Atena, jednak musiała się zorientować w sytuacji. 

***

Kaleo rozkazała przygotować łódź z najlepszymi żeglarzami i swoją okrojoną służbą, po czym wypłynęła Nilem w stronę Morza Śródziemnego. Nie wiedziała, że w tym czasie wrócił do niej biały kruk z wiadomością od Meduzy. Jednak pismo nie przypominało jej pisma. Czyżby Atena maczała w nim palce?

Podróż trwała kilka dni nim Kleopatra dotarła do Sunionu. Nim weszli do świątyni, rozpętała się mała burza piaskowa, która ustała po kilku sekundach. Władczyni Egiptu czuła się jednak niezwykle dziwnie po jej zakończeniu. Zupełnie jakby ktoś próbował zawładnąć, weszła jednak dalej do świątyni. Miała nadzieję spotkać tam boga. Spotkała w zamian kogoś innego. Med wcale nie była zaskoczona jej wizytą, za to Kaleo nie sądziła, że w ciągu dnia ją tutaj zastanie. Sądziła bardziej, że z Posejdonem łączą ją tylko namiętne noce. 

– Nie powiem, żebym się ciebie tutaj spodziewała, ale i tak musimy pomówić – zwróciła się do Med.

– Tak, tak będziesz znów próbować nas rozdzielić. 

– Nie to nie tak. Nie dostałaś mojej wiadomości?

– Dostałam i szczerze powiedziawszy, nie sądziłam, że i ty będziesz przeciwko mnie.

– Ale to nie tak, przecież jestem po twojej stronie. Nie chcę, tylko żebyś cierpiała.

– I dlatego kazałaś mi go zostawić w spokoju?! Że nie zasługuję na niego?

– Ale… To nie tak.

– Zawiodłam się na tobie.

– Med, o jakiej wiadomości mówisz? Wysłałam białego kruka kilka dni temu… 

– Jaki kruk? Sowa przyniosła list przecież!

– No tak mój wierny przyjaciel – wyszeptała, Kaleo, ale z jej ust wydobył się kurz podobny towarzyszący burzom piaskowym, z którego uformowała się Atena.

Kaleo po wydechu nie mogła poruszyć się ani o krok. Nie wiedziała, czy sprawiła to Atena, czy strach. Mogła być jedynie biernym obserwatorem wydarzeń, które miały za chwile nastąpić. Atena spojrzała na nią wymownie, jednocześnie dziękując za ułatwienie jej zadania. Minęła ją i dała krok w stronę Med. Ta chciała się wycofać, ale bogini wypuściła swojego skrzydlatego przyjaciela, który niczym żołnierz zagradzał każde przejście dziewczynie. Im Atena była bliżej, tym bardziej serce Meduzy zaczynało szaleć, a dłonie drżeć. Gorączkowo próbowała dojrzeć nawet najmniejszą możliwość ucieczki. Kiedy w końcu bogini dała znak sowie, by ta wróciła do niej, Med mogła wycofać się przez przejście, które prowadziło do komnaty Posejdona. Niestety, gdy tylko się odwróciła plecami do Ateny, ta chwyciła ją za jej piękne bujne włosy, którymi tak uwielbiał bawić się bóg. W kilka sekund każdy z kosmyków zaczął zamieniać się w wijącego małego węża, kolejny i kolejny. Piękne włosy Meduzy teraz stały się siedliskiem najjadowitszych i najbardziej niebezpiecznych węży, zaś ona sama częściowo pokryła się łuskami w taki sposób, że miłosny kontakt z Posejdonem nie mógł już nigdy dojść do skutku.

Dodaj komentarz